piątek, 17 stycznia 2014

Dzień dożynek

-Kochanie wstawaj!- zawołała mama z parteru. I tak już nie spałam od kilku godzin, a powodem dla którego nie schodziłam była mama. Bardzo się martwiła dożynkami, w końcu jej jedyne dziecko mogło zostać wylosowane i zginąć na arenie ku zadowoleniu Kapitolu. Dla mnie Igrzyska był kolejnym powodem do nienawiści. Za każdym razem gdy widziałam karanie jakiegoś nieszczęśnika miałam straszną chęć wyjść na sam środek placu i krzyknąć do wszystkich " Małych złodziejaszków karacie, a wielkim się kłaniacie" z całą pewnością zginęła bym od razu, lecz zginęła bym wiedząc za co, a na igrzyskach jest rzeź niewiniątek. Powoli zeszłam po schodach udając zaspaną. Na stole stał słoik z powidłami, kubek z parującą jabłkową herbatą i ukrojony chleb. Nie powodziło nam się źle, mama pracowała w aptece. Potrafiła rozróżnić każdą roślinę rosnącą w naszym dystrykcie, przekazywała mi tą wiedzę, więc czasem jej pomagałam. Apteka była na prawdę dochodowa, nawet jak ktoś nie posiadał pieniędzy to wymieniał np. chleb na zioła czy leki. Z mamą mieszkałyśmy w małym, piętrowym domku, gdzie zawsze panowała przyjemna atmosfera. Usiadłam do stołu i spojrzałam na mamę, ani trochę jej nie przypominałam, może jedynie bladą, wręcz białą skórą. Podobno byłam dziewczęcą kopią mojego taty. Podobno ponieważ nigdy go nie widziałam, zginął przed moimi narodzinami. Za to mama była kopią królewny śnieżki. Krótkie kruczoczarne włosy, blada cer, brązowe oczy i krwisto czerwone usta. Minie los taką urodą nie obdarował. Miałam włosy koloru ciemnego blondu, jasno brązowe(wręcz żółte) oczy, różowe usta i szpiczaste uszy, tak bardzo że mama śmiała się że wyglądam jak elf. Razem z mamą byłyśmy bardzo niskie, ja chuda i niska , a mama średnia i niska. W milczeniu zjadłam śniadanie, cały czas patrząc na Jej twarz. Gdy umyłam po sobie, poszłam się ubrać w sukienkę z krótkim rękawem. Miała średniej wielkości dekolt i sięgała mi do kolan. Była biała, a na wysokości ostatnich żeber znajdował się czarny pasek z czarną kokardą, też na tej wysokości lekko się rozszerzała. Na stopy nałożyłam czarne baleriny i tak ubrana zeszłam na dół. Mama stała przy schodach ubrana w zwykłą purpurową sukienkę. Uśmiechnęłam się do niej i ją przytuliłam                *** Więc jest pierwszy rozdział. Mam do osób które to czytają prośbę o komentowanie.